Mam dokument ówczesnego ministerstwa infrastruktury z lipca 2011 r., w którym prognozuje się wydatki rzędu 50 mld zł. na budowę autostrad i dróg ekspresowych oraz budowę 34 obwodnic za 15 mld zł. Dawałoby to średnio 9 mld zł. inwestycji rocznie. Przypomnę, że plan tegoroczny mówi o 29 mld zł. Tak duży spadek oznacza problemy dla firm, ale i wydłużenie czasu oczekiwania przez kierowców na docelową siatkę ponad 7500 km nowoczesnych dróg o najwyższej kategorii.
Stawiam jednak pytanie, czy środki z UE mają być głównym motorem finansowym inwestycji drogowych? Rozumiem problem braku możliwości dalszego zadłużania Krajowego Funduszu Drogowego, ale czy nie powinniśmy wrócić do współfinansowania budów z budżetu krajowego, tak jak to było do 2009 roku? Zaraz padnie jednak pytanie skąd wziąć, jak przesunąć, komu zabrać, wszak budżet państwa też nie ma nadwyżki dochodów nad wydatkami.
Zabrać wojsku! Dlaczego utrzymujemy sztywny zapis o przeznaczaniu rokrocznie aż 1,95% PKB na armię? W 2011 r. siły zbrojne otrzymały 27 mld zł, a w 2012 roku już 29,3 mld zł. Mocarstwem militarnym i tak nie zostaniemy. Konflikt zbrojny nam nie grozi, a jeśli nawet, są zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO. Wyzbyć się należy chorych ambicji wojowania wszędzie, gdzie akurat interes mają Stany Zjednoczone. Przebąkuje się o niemal przesądzonej już akcji militarnej w Iranie w przyszłym roku. Polska pewnie ochoczo zgłosi się na kolejną wojnę. Po co? Poza stratami nie mamy żadnych zysków. Kontrakty gospodarcze sprzątają nam sprzed nosa „sojusznicy”. Nawet z wizami poza tradycyjnym mamieniem wyborczym nic nie jesteśmy w stanie zdziałać. Mniej strzelajmy! Budujmy drogi!
