O autorze
Politolog. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1998-2000 pracował wspólnie z Tadeuszem Syryjczykiem w Ministerstwie Transportu i Gospodarki Morskiej. Od 2004 r. w Zespole Doradców Gospodarczych TOR. Wcześniej zajmował się polityką. Na początku w Unii Wolności, gdzie m.in. pełnił funkcje członka Zarządu Krajowego UW i p.o. rzecznika prasowego. W latach 2003–2005 pracował w zespole Przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO Jana Rokity nad dokumentem „Państwo dla Obywateli – plan rządzenia 2005-2009” w kwestiach związanych z reformą kolei i budową dróg. Autor licznych publikacji prasowych i współautor publikacji książkowych.

Flaszka wódki i pociąg czysty

Że z czystością na dworcach i w pociągach nie jest najlepiej, wiemy wszyscy. Świetnie że mamy kilka nowych zmodernizowanych dworców. Co z tego, skoro już otrzymuję sygnały, że ten we Wrocławiu zaczyna zarastać na powrót brudem? Po remoncie dworca Śródmieście w Warszawie nie było śladu już 2 lata później, ale skoro myto go przez tydzień tą samą brudną wodą, nie mogło być inaczej.

Każdy ma rzecz jasna od czasu do czasu przykre doświadczenia w pociągach, jednak nie sposób nie zauważyć, że w estetyce składów i podejściu załóg do pasażera, w ostatnim czasie wiele zmieniło się na plus. Nagle jednak kraj zaczął żyć w ostatnim czasie tematem pluskiew, które pogryzły pasażerów. Potem doszedł do tego temat zwolnienia dyscyplinarnego w kierownictwie PKP Intercity osoby, która odpowiadała m.in. za kwestie utrzymania taboru, a której zarzucono działania sprzeczne z prawem odnośnie przetargów na utrzymanie czystości w wagonach.



Nie jest to jednak problem jednej osoby, ale problem fatalnego systemu, który funkcjonuje od lat. Od lat bowiem istnieje symbioza pomiędzy byłymi kolejarzami, obecnymi oraz działaczami związkowymi w obrębie spółek zajmujących się sprzątaniem pociągów. Dodać do tego należy przetargi rozstrzygane na te usługi wg kryterium najniższej ceny. Nic dziwnego, że wagony „sprzątane” są później w 10 minut brudną szmatą, bez odkurzacza i najtańszymi środkami czystości, a często nawet jedynie zwykłą wodą. W końcu trzeba przecież wyjść finansowo na swoje. A że wagon brudny? Koledze, który nie powinien takiego wagonu dopuścić do ruchu, stawia się przysłowiową flaszkę wódki lub obiad i po problemie. Często zresztą wystarczy błagalne: „ Heniu, no nie rób mi tego. Puść wagon!”.

Kiedy odniósł się do problemu minister transportu oraz szef Grupy PKP, słychać było chichy, że zajmują się pierdołami. To jednak problem, który poważnie rzutuje od lat na wizerunek polskiej kolei i z którym od lat nie potrafimy sobie dać rady. Trzeba więc w tej chwili gruntownej kontroli tego segmentu usług. Rozbić należy rodzinno – towarzyskie koterie, które opanowały usługi kolejowe. Tylko stanowczość i brak dalszego pobłażania wraz ze zmianami w systemie zamówień publicznych może rozpocząć naprawę sytuacji.

Na koniec, żeby nie tylko kolejarzom się oberwało, pamiętajmy, że i sami pasażerowie nie są bez winy w temacie zachowania czystości podczas jazdy pociągu.
Trwa ładowanie komentarzy...