Można prywatyzować LOT

Rząd na dzisiejszym posiedzeniu przyjął ustawę uchylającą ustawę z 1991 r. o przekształceniu własnościowym przedsiębiorstwa państwowego Polskie Linie Lotnicze LOT. Najważniejszy jest w niej artykuł 2, który mówi o tym, że Skarb Państwa zachowuje co najmniej 51 proc. sumy głosów służących całemu kapitałowi. W praktyce uniemożliwiało to prywatyzację przewoźnika, gdyż w obecnych trudnych czasach dla branży, jakiekolwiek przejęcie linii lotniczej, bez równoczesnego posiadanie decydującego, jeśli nie jedynego głosu, jest mało prawdopodobne. Biorąc pod uwagę, ile złego Państwo i politycy zrobili dla LOT, współdecydowanie z nimi o dalszych losach firmy, byłoby dla nowego właściciela z branży raczej czystym szaleństwem.

Przez minione 6 lat słyszeliśmy mnóstwo bajek o rychłej sprzedaży przewoźnika. Niemal co kwartał ministerstwo wysyłało komunikaty iluż to jest chętnych inwestorów do zakupu firmy. Nie wierzyłem w te bajki, m.in. ze względu na brak ustawy likwidującej wspomniane ograniczenie przy sprzedaży oraz brak konkretnej daty sprzedaży w corocznie przyjmowanych przez Rząd programach prywatyzacji. LOT generalnie nie miał szczęścia do prywatyzacji.



W 1999 r. popełniono błąd sprzedając ponad 25 proc. akcji Swissairowi (łącznie z objęciem nowej emisji posiadał 37,6 proc.), co do którego kondycji finansowej pojawiały się już istotne wątpliwości. 3 lata temu zlekceważono zainteresowanie kupnem ze strony British Airways.

Dzisiaj, biorąc pod uwagę kondycję firmy, trzeba wziąć pod uwagę, że na prywatyzacji budżet Państwa prawdopodobnie nic nie zarobi. Sprzedać tak naprawdę należy markę, bo tylko tyle można uratować. Oznacza to rzecz jasna piekło politycznej awantury w Parlamencie, gdzie opozycja rzucać będzie oskarżeniami o wyprzedaży rodowych sreber. Kiedy LOT był w lepszej kondycji, mówiono że nie sprzedaje się radzących sobie w miarę na rynku przedsiębiorstw.

Nikt nie brał po uwagę tego, że wypełnienie samolotu nie jest równoznaczne z odnotowaniem zysków na danym połączeniu. Nikt nie zauważał, po jak cienkim lodzie stąpa od lat branża lotnicza, gdzie ceny paliwa, groźby zamachów bądź kondycja gospodarek od razu wpływają na finanse linii, często prowadząc do bankructw znanych marek. Gdy LOT jest wciąż na skraju bankructwa, także nie można go sprzedać, bo będzie to okradanie Narodu. Pozostaje więc trzecia droga: niespodziewana upadłość, bo na wieczne dokładania do firmy ani nas nie stać, ani nie przemawia za tym logika i rozsądek.
Trwa ładowanie komentarzy...