O autorze
Politolog. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1998-2000 pracował wspólnie z Tadeuszem Syryjczykiem w Ministerstwie Transportu i Gospodarki Morskiej. Od 2004 r. w Zespole Doradców Gospodarczych TOR. Wcześniej zajmował się polityką. Na początku w Unii Wolności, gdzie m.in. pełnił funkcje członka Zarządu Krajowego UW i p.o. rzecznika prasowego. W latach 2003–2005 pracował w zespole Przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO Jana Rokity nad dokumentem „Państwo dla Obywateli – plan rządzenia 2005-2009” w kwestiach związanych z reformą kolei i budową dróg. Autor licznych publikacji prasowych i współautor publikacji książkowych.

Bieńkowska – pierwsza po Tusku

Nowy resort, który powstanie z połączenia ministerstw rozwoju regionalnego i transportu to odważna decyzja Premiera, aczkolwiek obarczona dużym ryzykiem. Stworzony zostanie urzędowy moloch, a więc jeśli ma być dobrze zarządzany, musi oprócz E. Bieńkowskiej mieć nowe, sprawne kierownictwo, które weźmie na siebie realizację czarnej roboty. Inaczej zatonie, choćby w morzu tysięcy dokumentów, które każdego dnia wylądują na biurku minister.

E. Bieńkowska będzie niedługo pierwszą po Tusku. Ma sprawnie zakończyć mijającą powoli perspektywę finansową 2007-2013, naoliwić machinę perspektywy kolejnej i ratować te miejsca, gdzie z wydatkami jest najgorzej, a myślę tutaj przede wszystkim o kolei. Ma przy okazji ratować notowania Rządu i PO akcentując wykorzystaną przez Polskę szansę funduszy europejskich i wywalczone równie duże środki na lata kolejne.



Nic dziwnego, że PiS, który dotychczas raczej nie krytykował szefowej resortu rozwoju regionalnego, przystąpił do frontalnego ataku. E. Bieńkowska, mimo że jest członkiem rządu i senatorem z ramienia PO, trzymała się od polityki z daleka. To była słuszna decyzja, która stała się jej atutem. Zapewne zdaje sobie jednak sprawę, że stała się teraz jednym z głównych celów i że jeśli da się sprowokować, straci opinię pro państwowca.

Zwłaszcza, że wczorajszy atak był jakimś kociokwikiem. Co ma bowiem wspólnego brak dróg na Euro2012 z rozliczeniem się z euro na czas? Europoseł Tomasz Poręba nie wie, że rozliczamy się z funduszy do 2015? Owszem, pod statystyką kolejnych kilometrów otwieranych odcinków dróg kryją się problemy firm wykonawczych, wzrost bezrobocia etc., ale z drugiej strony GDDKiA jest jednym z najlepszych beneficjentów środków unijnych. Na konta zwrócono już Polsce 33 mld zł., czyli w okolicy 70 proc. należnych kwot, jak więc można sugerować, że w drogownictwie coś nam grozi z pieniędzmi UE? Nawet przy pamiętnym zablokowaniu środków, w związku z podejrzeniem zmowy cenowej, wybroniliśmy się, bo system kontroli jednak zadziałał i żadnych konsekwencji ze strony Brukseli nie było.

W polityce wszyscy wszystkim chcą spuścić łomot. Wolałbym, żeby dyskusje wokół aspektów związanych z członkostwem w Unii były tego łomotu pozbawione i żeby wszystkim chodziło o wygraną naszego kraju, a jeśli już spory mają się toczyć, to niech przynajmniej opierają się na prawdziwych argumentach. Hasło „Polska marnuje środki”, to dla mnie zohydzanie Polakom Unii. Tak się nie robi! Mamy wpadki - jak każdy kraj - ale nie marnujemy szansy jaką dostaliśmy. Dlatego trzymam kciuki za Bieńkowską!
Trwa ładowanie komentarzy...